Ci którym jest dobrze na Ziemi aż zanadto obawiają się piekła i trzymają się życia kurczowo. Ci co tu trafili błagają o przyjęcie ich właśnie do Piekła, bo tam zaznają spokojnego życia.




Jeśli tu jesteś, doceń moją pracę i pomóż mi ją poprawić, skomentuj ; )

niedziela, 5 sierpnia 2012

ZAMYKAM BLOGA? KONKURS

UWAGA
Z racji tego, że idę do liceum na profil biologiczno-chemiczny, nie sądzę, że będę miała czas na prowadzenie bloga.
Mogłabym go komuś przekazać, więc mam propozycję.
Spodobała Ci się historia?
Masz pomysł na to co może być dalej?
Napisz mi plany na przyszłe rozdziały lub napisz kawałek notki.
Wyślij to do mnie na maila, a ja być może przekażę Ci mój blog.
Ten "konkurs" potrwa do 27 sierpnia. do 1 września wyłonię zwycięzcę lub (jeśli nie będzie żadnych zgłoszeń) zamknę bloga.

Czekam ; D
Alexsia.

sobota, 7 lipca 2012

Alexsia Crystal- Michael

Alexsia Crystal, 15 maja 2012r.

Okej. Minęło już trochę czasu. Wiele rzeczy zmieniło się w zastraszającym tempie, ale w gruncie rzeczy jestem z tego całkiem zadowolona. Na przykład mam mieszkanie! Tak! Dostałam upragniony awans! Jestem taka szczęśliwa! Nie okazuję tego, to prawda, ale to Agencja nauczyła mnie takiej oschłości.

Dostałam oczywiście nową tożsamość. Jestem Alexandra Diamond, moja matka często choruje, dlatego często znikam, chwilowo nie pracuję, bo muszę przemyśleć pewne sprawy.

Mam całkiem spory apartament na drugim piętrze. Jest nieco pusty, są tutaj tylko podstawowe sprzęty, ale nie przeszkadza mi to. W końcu mam wygodne łóżko! Po prostu nie ma porównania do cienkich materacy w komorach w ośrodku szkoleniowym! No i mam normalnych sąsiadów. Rodzeństwo: Martha i Michael.
Moje pierwsze spotkanie z Marthą było... na pewno bardzo dziwne dla niej.

Przeglądałam dane dotyczące mojej przykrywki na zewnątrz, kiedy zadzwonił do drzwi. Od razu przestałam się poruszać i zaczęłam nasłuchiwać. Ostrożnie podeszłam do drzwi wejściowych, chwyciłam po drodze nóż z blatu kuchennego i uchyliłam je lekko, ukrywając narzędzie za plecami. Nasza konwersacja:
-Kim jesteś?- warknęłam
-Hej, jestem sąsiadką, przyszłam się przywitać...- mówiła, zmieszana moją natarczywością.
Prześwidrowałam ją wzrokiem. Nie wydawała się uzbrojona. Zmieszała się jeszcze bardziej jak "skanowałam" ją wzrokiem.
-Poczekaj chwilę- powiedziałam szybko. Zamknęłam drzwi, błyskawicznie odłożyłam nóż i zaprosiłam ją do środka. Biedna, pewnie pomyślała, że jestem upośledzona.
Cóż, w pewnym sensie jestem.
Była malutka, sięgała mi może do ramienia. Drobna, miała mysie, kręcone włosy i roziskrzone zielone oczy. Wydawała się całkiem niebrzydka. Na pierwszy rzut oka dałabym jej 17 lat, ale gdy przyjrzałam się bliżej zobaczyłam podkrążone oczy, lekkie zmarszczki mimiczne. W tej chwili dałabym jej 25 lat.
Dziewczyna znowu nie zauważyła, że ją obserwuje i gadała w najlepsze, a ja nie miałam pojęcia o czym.
-Przestań- powiedziałam w popłochu.- Może zaczniemy od prostych rzeczy, co? Na przykład imię?
-Oh...- znów się zmieszała- jasne. Jestem Martha i mam problem z mówieniem, pewnie zauważyłaś, mój brat, Michael mówi, że ma ochotę zakleić mi usta taśmą już po drugim słowie... Mieszkam z nim...
Znów zaczął się potok słów. Tym razem słuchałam i potakiwałam w odpowiednich momentach.
W międzyczasie poznałam też jej  brata.
Był seksowny i uroczy, niezły sąsiad.
No i kiedy oboje byliśmy zmęczeni Marthą, po prostu ją wywalał i nie bawił się w sztuczne uprzejmości. Co za ulga!
Mogliśmy rozmawiać całymi godzinami, fakt był trochę naiwny, ale w moim przypadku było to jak najbardziej pożądane.

Okazało się, że tak jak on, jestem fanką teatru i opery. Bardzo często zabierałam mnie na różne przedstawienia, a ja cieszyłam się mogąc myśleć tylko o moim towarzyszu i sztuce. Telewizji wprost nie cierpiałam. Zwłaszcza głupawych sitcomów. Boże, widzisz, a nie grzmisz, kto tworzy takie idiotyzmy?! A propos głupot. Filmy akcji są po prostu żałosne. Przerysowane efekty, kiczowate motywy... Albo fakt, że główny bohater może wybić cały oddział, ale jego nawet nie draśnie kula od specjalistów. Denerwują mnie jeszcze bardziej niż reszta. Jak idę do opery, to historia jest równie kiczowata, ale jest przynajmniej dobra muzyka. Zresztą bardzo dobrze wspominam, na przykład Aidę. Michael odprowadził mnie po przedstawieniu pod same drzwi, ale jakoś nie wychodziło nam rozstanie. Zaczęliśmy się całować i skończyło się na najlepszym seksie w moim życiu. Mniej więcej w ten sposób zostaliśmy parą.

No tak, ale moja idylla nie mogła trwać wiecznie. Trochę martwiło mnie to, że nie miałam żadnego kontaktu z Jazz, chociaż wysyłałam jej regularne wiadomości, nie dostałam żadnej odpowiedzi. A później popełniłam bardzo poważny błąd. Zapomniałam o tym kim jestem. Zapomniałam o Alexsi.

Spałam dzisiaj u Michaela. W pewnym momencie usłyszałam jak ktoś dobija się do mojego mieszkania. Włożyła koszulę mojego chłopaka i wyszłam. Cholera! Na klatce stał, wystrojony w garnitur, Luke!

-Wejdź- burknęłam i popchnęłam drzwi do siebie. Czekał na mnie wykład. Czułam to.
-Czyś Ty zwariowała?! Wiesz, że związki są niebezpieczne!
-To nie związek. To przykrywka- stwierdziłam spokojnie.
-doprawdy? A zapomniałaś o zasadzie: komórka zawsze przy sobie w razie misji? -pieklił się dalej. Miał rację.
-Zrozumiałam.- warknęłam. Czyli misja, możesz już iść, zaraz przyjadę do Agencji.
Nie kończył wykładu. Nie byłam głupia, wiedział że nigdy więcej tego nie zrobię.
-Przyjechałem po ciebie. Jestem twoim mentorem.
-Masz odgrywać rolę mojego szofera?
-Nie- powiedział z godnością- Przyjechałem zobaczyć czy wszystko w porządku. A skoro już tu jestem  podwiozę Cię.
Spojrzałam na niego spode łba i już po chwili siedziałam w jego aucie.

Alexsia Crystal

czwartek, 28 czerwca 2012

Luke Meaning- Powrót

OK, ostrzegam, że dzisiaj pożegnałam najlepszą klasę na świecie i pękło mi serce, więc notka może być trochę zjebana. Proszę o wyrozumiałość ; p

Luke Meaning, 3.02.2012r.

W końcu w moim własnym mieszkaniu! Tęskniłem za nim. Wszystko zdążyło zarosnąć kurzem, ale to nie  problem. Ekipa sprzątająca szybko się z tym uporała. Ha! Agent poziomu D. Znowu! przez chwilę bałem się, że to potrwa dłużej! Bogu dzięki tylko pół roku! Swoją drogą, to dziwne, że taki krótki czas na szkolenie. Ale z drugiej strony było już przeludnienie. Dużo dzieciaków zostaje porzuconych... Tak, to ma sens.

Ta, niestety mam też jeszcze jedną funkcję. Zostałem mentorem zewnętrznym Alex. Akurat to jest, moim zdaniem, najbardziej irracjonalny pomysł do tej pory. Wciąż boli mnie noga! Nie wiem co oni zrobili w Agencji, że już jestem poskładany. Ah, Bianka to mistrzyni manipulacji, ale nie sądziła, że ona naprawdę to zrobi.

Poszliśmy złożyć raport po misji zwiadowczej. Mojej "żonie" puściły nerwy. Zdarza się najlepszym. W każdym razie wydarła się na Biankę, że mogła poważnie narazić misję przez te sekrety, co ona sobie wyobraża i takie inne. Nigdy nie widziałem jej tak wściekłej. Na to nasza pani Psycholog, że odsuwa ją od sprawy. Alex się uspokoiła i stwierdziła, że przecież da radę.
-Skatować Jasmine? Nie sądzę.
-Dam radę.
-Akurat, nie potrafiłabyś nawet skrzywdzić Luke' a.
Tym gorzej dla mnie, bo potrafiła. Zwinęła pistolet z biurka, odbezpieczyła go i wycelowała prosto w moją głowę. Też nie zareagowałem. Nie wierzyłem, że da radę.
-Jak go zastrzelę, będziecie mieli problem.
-Faktycznie, ale wtedy będziemy musieli zabić też Ciebie, a uwierz, was obojga da się zastąpić.
-Ale chyba możesz mu oszczędzić trochę bólu...- uśmiechnęła się krzywo, a ja Bianka unieśliśmy brwi.
Wtedy strzeliła mi w udo. Nawet się nie skrzywiłem, patrzyłem na nią z tym wyrazem miłego zaciekawienia. Jasne bolało, ale jedną z moich zalet był dość wysoki prób bólu, to było nic. Zacisnąłem tylko zęby.
-Ciekawy widok, Alexsio- stwierdziła Bianka- Ale myślę, że to wszystko na co Cię stać.
Znów ten wzrok bez wyrazu.  Spojrzała mi w oczy, nadal celując w moją głowę i (nadal nie patrząc w tamtą stronę) strzeliła w dół. Trafiła tuż obok tamtego.
Skrzywiłem się. Ale chyba już skończyła.
-Nie zamierzam wam nic więcej udowadniać.- warknęła, zostawiła pistolet i wyszła.
Nieźle.
-Bianka, mogłabyś wezwać medyka- spytałem
Wezwała.
-Alexsia Crystal zostaje przydzielona do misji "Chiara"- powiedziała do swojego mikrofonu, zapewne wiadomość przekierowana do Nathana.

Zostałem zabrany do szpitala, dali mi coś przez co straciłem przytomność, także naprawdę nie wiem jakim cudem zostałem tak szybko poskładany, później miesiąc przyspieszonej rehabilitacji i wróciłem do żywych. Przesłuchanie i dostaliśmy klucze do naszych mieszkań! No, dobra. Pominąłem pewien przykry incydent.

Bianka musiała oczywiście dopiąć swego i ukarać Alex. postanowiła, że pokaże młodzikom jak wygląda prawdziwe przesłuchanie. Wybrała mnie i moją "żonę". Boże, nie wiem, o co jej chodzi, ale bardzo nas sobie upodobała. Ja miałem przesłuchiwać, ona siedzieć na elektrycznym krześle. To również było bezsensowne, ale cóż.
Zarys przesłuchania: Schwytałem agentkę, nie wiem jakiej agencji, wiadomo tylko, że próbowała przeniknąć w szeregi mojej armii, muszę się dowiedzieć wszystkiego. Typowe. To zapis naszego "przesłuchania"
-Kim jesteś?
-Alexsia Crystal
-Dla kogo pracujesz?
-Jestem konsultantką...
(przerwa na syk bólu, poraziłem ją prądem. Lekko, ale jednak)
-Więc dla kogo pracujesz?
-Już mówiłam! Nie wiem dlaczego mnie podejrzewasz, wybrałeś zła osobę!
(znów syk, ta sama dawka)
-To jakaś agencja? CIA? Może jak ich zdradzisz nie będzie tyle bólu...
(cisza)
-Luke, myślę, że ona potrzebuje większej dawki.- Pani Psycholog się wcięła
(podwyższyłem)
-To jak? Odpowiedz!
( teraz po prostu nie zauważyłem kiedy Bianka podwyższyła moc i poraziłem ją naprawdę porządnie, zaczęła się drzeć jak opętana, przestałem)
-To może teraz?
-Moi ludzie Cię znajdą. Będziesz martwy w ciągu następnych piętnastu minut!- warknęła
-Oczywiście. To skoro zginę wyjawisz mi kim oni są?
-Idź do diabła.
(zauważyłem, że Bianka zwiększyła moc do 1500V, spojrzałem na nią jak na wariatkę, ta tylko odwróciła wzrok)
-Odpowiedz albo zostaniesz porażona tak mocno, że nawet nie zauważysz kiedy zwęglisz sobie mięśnie!- oczywiście nie mogła tego zrobić, ale musiała wymyślić jakieś kłamstwo
(dłuższa chwila ciszy, włączył urządzenie, darła się okropnie, przerwał)
-Agencja!- wysapała- Pracuję dla Agencji, jestem agentką poziomu D, nie pamiętam gdzie znajduje się nasza baza, wyszłam z niej tylko raz! Miałam wejść w wasze szeregi i zniszczyć je od środka!
-Stop!- znowu Bianka- Co ty wyprawiasz?!
-Nie zamierzam się usmażyć!- warknęła Alex- Oni nie są głupi, wiedzą, że należy improwizować, skoro  tak Ci zależy przeprowadzaj testy na nich, tak jak to było pryz moim naborze!- i wyszła.
Spojrzałem z powątpiewaniem na Biankę.
-Skąd wiesz, że nie zdradzi?- spytałem
-Ma dużo wyższy próg bólu i w tej chwili robi mi na złość. Ale to nie potrwa długo.
Bianka pozwalająca aby ktoś robił jej na złość? Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego. Postanowiłem pilnować jej misji, Nathan nie był do mnie nigdy zbyt przyjaźnie nastawiony, ale Tyler kazał mu trochę wyluzować. W każdym razie obserwowałem teren i uważnie słuchałem tego co się dzieje w środku
Wszystko wyglądało normalnie. I wszyscy przeżyli. Oprócz Jose, który przetrwał tylko dla paru sesji z Bianką. Później był zbędny.
A później było coś naprawdę nierozważnego.
Nathan do tej pory nie wiedział. Byliśmy tylko ja i on w operacyjnym , kiedy przyszła Alexsia podtrzymując Jazz. Spojrzał na nie i myślałem, że zwariuje ze szczęście. Podniósł ją i zaczęli się całować. Musiało ją to cholernie boleć. Wziąłem Alex na słówko.
-Jesteś wolna.- spojrzała na mnie jak na wariata- Dostaniesz nową tożsamość i możesz żyć na wolności, ciągle masz się stawiać na misje, ale mimo wszystko...
-Czy nie Ethan powinien mnie o tym informować?- spytała podejrzliwie
-Nie, bo ja jestem  Twoim mentorem na zewnątrz.
-Cholera.
Tyle, teraz idę obejrzeć mecz, na razie.

 Luke Meaning


sobota, 23 czerwca 2012

Elza Abigail- tetrodotoksyna


Aaa. Tak muszę się pochwalić! Napisałam egzamin na 85 punktów! To w sumie daje mi 160 punktów do liceum! Teraz będę już miała więcej czasu na bloga, przynajmniej w wakacje ; )

Po lekturze przeczytaj również przypis!

Elza Abigail, 4.01.2012

I już. Po misji. Jazz żyje. Niezłe jajca. Przed misją wspomnieli o tym. Chociaż żyje to chyba pojęcie względne. Teraz leży zmasakrowana w szpitalu Agencji. Kto ją tak załatwił? To chyba oczywiste. Nasza kochana Alexsia Crystal. Jej "przyjaciółka" wydawała się martwa jak ja przywiozła, ale wstrzyknęła jej coś w szyję i zaczęła oddychać. Nie wiem co to było.  Bianka wspominała coś o tetrodotoksynie. Nieważne. Nie tylko Jazz skończyła ranna. Luke nie mógł jechać na misję, bo został postrzelony w nogę. Spotkałam go na korytarzu i spytałam co się stało.
-Alex.
Hahahahahahahaha.
Mało literackie, ale mniej więcej tak wyglądały moje myśli, kiedy to tym usłyszałam. Ona nas wszystkich pozabija! Ciekawe dlaczego nadal żyje. Pomyślę o tym później.

Co do misji, rozkład drużyn wyglądał mniej więcej tak:
Drużyna A: Alexsia i Tyler (infiltracja i wydobycie informacji)
Drużyna B: ja, Mark, Ivan, Landon, Melissa, Charles (wejście do rezydencji)
Drużyna C: wsparcie.
No i oczywiście Nathan z reszta operacyjnych nadzorujący misję.

Wejście do tej rezydencji to była najtrudniejsza rzecz jaką do tej pory musiałam robić. Nigdy wcześniej nie widziałam czegoś takiego. Było po trzech ochroniarzy przy każdym wejściu. czujniki laserowe, które włączały się co 15s. Do tego kamery. Zapewne jeszcze wiele innych, ale ja musiałam pokonać tylko te.

Wypuścili mnie i dwie inne osoby jako pierwsze. Oni zajmowali się ochroniarzami. Ja musiałam zneutralizować kamery. Słuchając Nathana ostrożnie poruszałam się w kierunku "skrzynki" Serio, nie pamiętałam profesjonalnej nazwy. Ahh, a to poruszanie się do przodu trwało wieki. Dwa kroki do przodku, stój. Jeden w bok, stój. To było naprawdę stresujące.
Kiedy udało mi się już podejść i podłożyłam pluskwę, żeby Nathan mógł czarować z Agencji, spędziłam 15 minut stojąc  wciśnięta w ścianę, bo akurat tutaj był jeden ze "stałych" czujników laserowych. Myślałam, że zajmie mu to mniej czasu. Miałam wciągnięty brzuch i byłam dosłownie wciśnięta w ścianę. Najgorsze było utrzymanie równowagi. W końcu upragniony komunikat od Nathana:
-Wchodzicie.
Ok, zajęłam się zamkiem. Po zdjęciu alarmu było to dziecinnie proste. Wtargnęliśmy do środka i zneutralizowaliśmy wewnętrznych ochroniarzy. Nie wierzę, że udało nam się to zrobić bez hałasu!
-Zająć pozycje. Tyler, Alexsia wchodzicie. Elza, cel nie może cię zobaczyć, bądź dyskretna.
-Jasne.
Miałam być za drzwiami salonu, stać na warcie. Reszta została rozstawiona wokół domu. W ten sposób widziałam, co się dzieje w środku.
Na początku nie korzystałam z tego przywileju. Przeczesywałam wzrokiem dom, aby nie ominąć czegoś ważnego. Kiedy uznałam, że jest czysto, postanowiłam trochę posłuchać. No i prawie zbierałam swoją szczękę z podłogi. Alexsia właśnie stała i kopała Jasmine do nieprzytomności. Yyyyy. Co to miało być? Widziałam jak Tyler kątem oka spogląda na to z obrzydzeniem. Nie rozumiem, ale wyszło z tego całkiem niezłe przedstawienie. Jose nadal nie chciał nic powiedzieć.
-Wstrzyknij jej trochę morfiny.- usłyszała głos Tylera.
-Już wymiękliście?- zakpił Jose.
-Dostała tylko odrobinę. Żeby nie traciła przytomności, nadal czuje ból- wyjaśniała Alexsia- Zobacz- i kopnęła ją tak, że Jasmine już nie jęknęła a wydarła się wniebogłosy. Nawet MI zrobiło się jej żal.
Martinez spękał. Podał informacje. Nathan sprawdził je szybciej niż zneutralizował alarm, co mnie trochę wkurzyło. Ale cóż. Myślałam, że teraz go zabiją, ale Alex powiedziała:
-Dzięki, a teraz pożegnaj się z Chiarą.- Schyliła się i wstrzyknęła jej w szyję tetrodotoksynę. Dziewczyna zwiotczała i leżała z szeroko otwartymi oczami. Została rzucona u stóp Jose, aby ten zobaczył, że naprawdę nie żyje. Zaczął się drzeć, że podał informacje, aby ją oszczędzili i inne takie. Co do mnie, byłam zszokowana, ale wtedy nie wiedziałam o działaniu tego specyfiku. W szpitalu w Agencji, Alex wstrzyknęła jej antytoksynę i chciała zostać z nią sama.

A z racji tego, że jestem cholernie wścibska i wcale się tego nie wypieram podsłuchiwałam:
-Co to było?! Wszystko widziała, słyszałam, czułam! Ale nie mogłam się poruszać.
-Wiesz co. Tyler nas uczył.
-Ahhh.
-Słuchaj, Jazz, ta misja... Przepraszam Cię
-Tego wymagała misja.
-Mimo wszystko...
-Daj spokój. To był Chiara, nie ja. A ona nie żyje.

E tam. Myślałam, że padnie coś ważnego, a nie takie coś. Pff. Obrzydliwie słodkie. No cóż. Chyba spróbuję wyniuchać co się dokładnie stało dla Luke' a. Wiem już kto, teraz tylko dlaczego.
Zakładam, że do jutra będę miała pełne informacje.

Elza Abigail.

*Tetrodotoksyna- bardzo silna trucizna, na którą niestety JESZCZE nie ma antytoksyny, Japonia nad tym pracuje, także trochę nagięłam fakty.
Tetrodotoksyna jest bardzo stabilnym związkiem chemicznym.Nie przechodzi też przez barierę krew-mózg, co sprawia, że ofiara zostaje sparaliżowana, ale jest całkowicie przytomna. 80% ofiar umiera w ciągu 4-24 godzin. Zatruty umiera uduszony. Jeśli ofierze uda się przetrwać 24 godziny, zwykle całkowicie odzyskuje zdrowie.

wtorek, 19 czerwca 2012

Jasmine Brown- drugie życie

Jasmine Brown 1.01.2012r.

Dzisiaj był  pierwszy raz kiedy włączył mi się instynkt mordercy. Miałam szczerą ochotę wrócić do Agencji i rozszarpać Biankę na strzępy! Czy ją do końca pojebało?! Przysyłać tutaj Alexsię?! Powiedzieli mi, że nie żyje! Że  ją wykończyli! Mogłam poważnie naruszyć przykrywkę, gdybym źle zareagowała! Jak ona mogła coś takiego zrobić?! Zresztą Alex też nieźle zbladła na mój widok. Pewnie sprzedali jej tą samą bajeczkę co mi! Przysięgam, gdyby tylko tu była, właśnie krwawiłaby u moich stóp!

A teraz skupmy się na pozytywach. Alex żyje. Ona żyje. To dlatego zabroniono mi się kontaktować z kimkolwiek z centrum! Skoro ona nie wiedziała, to pewnie reszta też nie! To nie był nakaz dla bezpieczeństwa misji. Znaczy dla bezpieczeństwa też. Ale głównie dlatego, żeby wydawało się, że jestem martwa. Auć. Biedny Nathan. Starałam się o nim nie myśleć. Naprawdę. Rozkojarzenie tylko zakłóciłoby misję. Ahh, TA misja. Teraz wszystko rozumiem.

Obudziłam się w samochodzie z jakimś wynajętym gościem. Byłam osłabiona i czułam się tak jakbym nie mogła ruszać mięśniami. Dziwne. Mój "szofer" nawet nie był z Agencji. Miał mnie tylko dostarczyć na miejsce. W Waszyngtonie zostałam przejęta przez osobę z Agencji działającą na drugiem końcu kraju. Poszliśmy do hotelu. W tym czasie nie dostałam ani słowa wyjaśnienia. Dopiero w moim apartamencie, gdy  już zostałam sama, zadzwoniła Bianka.

 Wyjaśniła mi, że zostałam przetransportowana, aby wziąć udział w ważnej misji. Miałam mieszkać w tym hotelu i uwieść mieszkającego naprzeciwko Jose Martineza. Byłam ciekawa, czy mam zdobyć jakieś informacje, czy coś w tym stylu. Nic. Mam być tylko jego kochanką. Cudnie. Chyba nie muszę mówić, że nie byłam zbyt zachwycona tym pomysłem. Na do widzenia otrzymałam trzy informacje. Pierwsza: środek, który sprawi, że znowu będę mogła się bez problemu poruszać, jest pod umywalką. Druga: Jeśli zawiodę zostanę zlikwidowana przez agenta, który mnie tam przyprowadził. Uwierzcie, chciałam jeszcze trochę pożyć. Trzecia (to tak na pocieszenie): Alex dostała kulkę w głowę.

Pierwszą rzeczą którą zrobiłam, było wykonanie tego zastrzyku. Uff. Mogłam się poruszać! Wykonałam parę banalnych ćwiczeń, żeby się rozgrzać. Moja misja zaczynała się teraz. I miała się skończyć do Sylwestra. Czyli musiałam już działać.

Wzięłam długi prysznic, a później przez dwie godziny wykonywałam czynności pielęgnacyjne. Nacierałam się  różnymi balsamami, olejkami, a kiedy byłam gotowa, podeszłam do szafy. Janna kazała mi dać naprawdę niezłe ciuchy. Dostałam mały plik o Jose i wiedziałam, że lubił eleganckie kobiety. Wybrałam długą, czarną sukienkę, upięłam włosy i ruszyłam na łowy. Według papierów miał być teraz w restauracji. Wybrałam sprawdzony trik. Wpadłam na niego, udając uroczą niezdarę. Dał się nabrać. Naiwny człowiek. Niechcący zniszczył mi sukienkę, więc odprowadził mnie do apartamentu, żebym mogła się przebrać i zaprosił na kolację. To było dziecinnie proste. Jestem ładna. Faceci chcą mnie poznać. Teraz musiałam go zaintrygować, żeby miał ochotę na więcej. Moja przykrywka była w miarę dobra. Długo rozmawialiśmy o sztuce, dziełach teatralnych, obrazach. Tak, przed wyjściem przeczytałam wszystkie możliwe recenzje i wyrobiłam sobie w miarę sprzeczne z nimi opinie.To fascynuje. Znów złapał haczyk.

Okeeej, to zaczynało być podejrzanie łatwe. Po dość krótkim czasie (dwóch tygodni) zostaliśmy kochankami i wprowadziłam się do niego.  Gdy Agencja się o tym dowiedziała, dali mi cynk, że Jose zacznie spędzać czas z Luke' iem i żebym się w to nie wplątywała. Ta "męska przyjaźń". Po czym dowiedziałam się też, że w Sylwestra spotkamy Luke' a i jego "żonę".  Słodko. Naprawdę modliłam się, żeby nie wybrali do tego zadania Elzy, bo udawanie uroczej przy niej, to nie lada wyzwanie. Agentka, która przyjedzie ma zebrać informacje o ochronie domu. Zrobiłam część tego zadania, gdy Jose był z Luke' iem. Mam cały plan rezydencji i ogarnęłam część z podstawowych środków ochrony. Tak, nudziłam się. 

Cóż, powinnam była raczej się modlić, żeby nie dali mi trupa. Bianka wybrała kiepski pomysł na pokazanie mi, ze Alexsia żyje. Później nie mogłyśmy się do siebie odezwać. Nawet gdy byłyśmy w domu Jose, a nasi mężczyźni poszli pograć w brydża z kilkoma innymi ważnymi osobami, nie mogłyśmy normalnie rozmawiać! Faceci mogli nas usłyszeć, to raz. Poza tym Alessandra wskazała wymownie na swoje kolczyki. Podsłuch.

Jednak miałam kilka pytać, na które zamierzałam poznać odpowiedź, więc wypaliłam:
- Słyszałam, że miałaś kłopoty w pracy, jak Ci się udało z nich wyjść? Przekonałaś Matkę? - modliłam się, żeby mnie zrozumiała. W wolnym tłumaczeniu: Miałaś być martwa. Bianka się ulitowała?

-To prawda, miałam. Teraz jest w porządku, nie zastosowałam się do wszystkich zasad. Matka była trochę zła, ale w gruncie rzeczy wykonałam projekt. Nie pamiętam jego nazwy. Coś na F...

Zrozumiała. Ufff. 
Troszkę nie rozumiałam ostatniego zdania. F?  Czyli co? Nazwa drużyny? Ale przecież tamci chodzą na misje samobójcze... O cholera. Ona ją przeżyła. Bianka wcale nie kłamała insynuując, że dziewczyna jest martwa. Miała być. No nieźle. Tym razem ona chciała się czegoś dowiedzieć:

-Jak Ty się tutaj dostałaś? Luca mówił, że znacie się z Jose od niedawna.
-Oh, tak, gorąco mi polecono tutejszą wystawę. Nie miałam wyboru. Musiałam tu przyjechać- uśmiechnęłam się uroczo. To była prawda. Musiałam. - No i w restauracji natknęłam się na Jose. Trochę mi było smutno opuszczać mój rodzinny kraj, zostawiłam tam przyjaciela - Tak, byłam bardzo ciekawa co się dzieje z Nathanem- Kiedy wyjechałam awansował i nie miałam od niego wiadomości.

-Jestem pewna, że wszystko z nim w porządku, na pewno odnosi sukcesy i bardzo mu Ciebie brakuje.

Oh. No, to miło. Szkoda, że nadal nie mogę z nim porozmawiać. Co do naszej "rozmowy". Miałyśmy ten komfort, że osoba podsłuchująca mogła pomyśleć, że wypiłyśmy o jeden kieliszek wina za dużo. Pozostała mi jeszcze jedna rzecz do zrobienia. Zabrałam ją na balkon. Jak najdyskretniej podałam jej chusteczkę z wyhaftowanym imieniem: Chiara.
Posłała mi pytające spojrzenie, ale ja tylko pokręciłam głową i odeszłam. Była w nią zawinięta karta pamięci z planem domu, a po jej wewnętrznej stronie napisane długopisem: Cataya007 kod Fib. Luke, wychodząc, szepnął mi, że ona też ma "ten" PDA. Ta. Komunikator naszej trójki. Przynajmniej będę wiedziała, kiedy ją NAPRAWDĘ wyeliminują. Ahhh. Moja żądza mordu jest coraz większa... 

Jose już zasnął, a ja leżę i podsłuchuję kłótnię naszego "małżeństwa". Zostali na noc w rezydencji. Słucham ich i gdyby nie powaga misji, roześmiałabym się. Jakby żyli ze sobą już parę lat...

-Co to?
-Witaminy.
-Nigdzie nie idziesz.
-Mam zadanie.
-Spędziłeś ostatnie cztery godziny grając i pijąc, zastrzyk z witaminami nie wystarczy! Idź spać!
Tutaj był przytłumiony krzyk.
-Rozbiłaś strzykawkę!
-Widzę. Ups. Teraz nie możesz wyjść.
Ktoś delikatnie otworzył drzwi i wyszedł na korytarz. To Alexsia. Poszła na zwiady. Nie będę jej przeszkadzać. Przytuliłam się do Jose, zaczęłam myśleć o Nathanie i zasnęłam.

Jasmine Brown

sobota, 16 czerwca 2012

Alexsia Crystal- Chiara

Alexsia Crystal, 31 grudnia 2011r.

Hej, to ja Alexsia, a nie przepraszam, dzisiaj Alessandra Fibocci. Nie mam zielonego pojęcia kto wymyślał to nazwisko, ale nie był zbyt oryginalny. Moje imię pochodzi od Alexandry, więc postanowili, że stanie się nieco bardziej włoskie. Pfff. Żałosne. Luke też ma idiotyczną przeróbkę, bo nazwa się teraz Luca. No kurde. Po co nam to? Przecież nawet tam ludzie dostają czasami angielskie imiona...

W każdym razie, zachowałam mój własny wiek, czyli 19 lat. Jestem od pół roku mężatką, Bianka chyba zwariowała, ale cóż...  Nie pracuję, za to dużo podróżuję, Jestem pół Włoszką, Lucę poznałam w naszych rodzinnym kraju, konkretnie w Wenecji. Od raz się w sobie zakochaliśmy i po roku wzięliśmy ślub. Luca zajmuje się głównie giełdą i jest fanem sztuki. Tak jak Jose. Poznał go podczas jakiejś wymiany i zaczęli spędzać ze sobą więcej czasu. Ot taka znajomość. Jose bardzo chciał poznać Alessandrę, więc spotykamy się na balu sylwestrowym.

Tyle co do planu. Słyszałam, że do grania Włoszki brano pod uwagę Elzę, ale (jak to określił Luke) zachowywała się jak zwykła pizda, a tego nie da się tak łatwo ukryć. No i jeszcze Martha z E5, ale ma tak skandynawską urodę, że nikt by się nie nabrał. Miło.

Ahh, spędziłam całe dwa dni z Lukiem i Bianką. Przysięgam, najgorsze dni w całym moim życiu, wyłączając tylko ten, w którym Bianka postanowiła mnie porazić prądem. Wiem, że znowu miała na to ochotę. Nie spodziewała się, że naprawdę przeżyję. Ha! Ona i Luke ciągle się zastanawiają jak to zrobiłam! W sumie gdyby pani psycholog nie była tak dumna i nie powiedziała mi, że jadę na misję samobójczą pewnie to by się inaczej skończyło. Mało osób wie o prawdziwym przeznaczeniu grupy F. Serio, chciałam umrzeć, mieć święty spokój. Ale później obudziło się we mnie coś innego. Na przykład: Dlaczego mam spełnić ich zachciankę? Pamiętam ten dzień. Każdą sekundę.

Wbiegłam do budynku i niemal natychmiast trafiłam na czujniki laserowe. Przeszłam między nimi dość szybko jak na rekruta i zaczęłam szukać jakiegoś pomieszczenia oknami, które mogłabym wybić i uciec. Niestety. Nie znalazłam. Marian zaczął do mnie krzyczeć, że za parę minut detonuje ładunki. Zaczęłam panikować. Okien nadal nie widać, a ja byłam za daleko od wyjścia, żeby wrócić. Nagle wpadłam do zbrojowni. Zobaczyłam swoją szansę. Pamiętałam, jak Tyler uczył mnie robić improwizowane bomby. Nie jest to wiedza obowiązkowa, bo mają za mały zasięg rażenia. Ale dzięki temu mogłam przeżyć. Skonstruowałam ją w dosłownie dwie minuty, zdetonowałam i mogłam zwiewać przez dziurę w ścianie. Podłączyłam bombę Agencji i skoczyłam na balkon, który był dwa piętra pode mną (tak, wiem. Miałam szczęście). Potem jeszcze jeden "mały skok" i byłam na płozie helikoptera, który nawiasem mówiąc, już odlatywał. Usłyszałam głos Mariana: Detonujemy! Budynek wysadzono, a ja wdrapałam się do środka nie czując nóg i szczerząc zęby do zszokowanego szefa operacji. Sięgał po broń, ale byłam szybsza. Wycelował w niego swoją. Była słaba, ale z tak małego dystansu na pewno by sobie poradziła.
-Zabierz mnie do Bianki- powiedziałam spokojnie.

W ten oto cudowny sposób przeżyłam. Ale teraz musiałam się męczyć gorzej niż podczas ucieczki. Szłam w miejsce publiczne. A moja nowa tożsamość była osobą elegancką i ułożoną. Musiałam się nauczyć jak mówić, stać, siedzieć, jeść... Męczarnia. No i oczywiście co mówić. To najważniejsza część tego wszystkiego.  Jedna mała pomyłka i nasza przykrywka spalona. Mamy się nie rozdzielać, żeby nie dopuścić do sytuacji, że powiemy dwie zupełnie różne wersje czegokolwiek, ale wszystko jest możliwe. Dlatego wałkowaliśmy każdy szczegół. Od rodziców, po różne daty, kolory, filmy, randki... Ahh, koszmar. Ale pomimo tego, że Luke jest cholernie upierdliwą istotą, jego towarzystwo najbardziej mi odpowiada. Jako jedyny nie przypomina mi ciągle o Jazz. Nathan patrzy na mnie tym oskarżającym wzrokiem. Zaczyna  mnie to boleć. To nie ja skazałam ją na śmierć. Ale musiałam tak powiedzieć, żeby wszyscy się ode mnie odwrócili. Żeby Bianka nie miała mnie już czym szantażować. Dodatkowy plus siedzenia tam z Lukiem. Ja go wprost nie cierpię w niektórych momentach i doskonale to widać.

Dzisiaj zajmowała się mną Janna. Bardzo wysoka murzynka. Wybierałyśmy dla mnie strój chyba ze cztery godziny. W końcu stanęło na długiej, połyskliwiej, zielonej sukience. Do tego buty, później kręcenie włosów lokówką i spryskiwanie ich czymś obficie. Miałam wrażenie, że najpierw są spalane, a później skraplane klejem... Nałożono mi makijaż i miałam iść do garażu, do Luke' a. Miałam szczerą nadzieję, że dostaniemy jakiś normalny samochód, a nie jeden z tych topornych vanów. Po drodze złapał mnie Lenny i dał sprzęt. Miałam go przejrzeć w aucie.

Ahhh, jechaliśmy śliczną czarną Toyotą. Mój partner już czekał ubrany w garnitur. On prowadził, a ja mogłam przejrzeć moje "zabawki". Całkiem ładne kolczyki, w których był podsłuch. malutki glock, którego mogłam schować do torebki. Nieźle. Panel i dokumenty. Powinno mi wystarczyć.

Nagle przypomniało mi się, że o czymś zapomniałam. Zrobiło mi się zimno. Czułam, że zbladłam. PDA. Został w komorze. Co prawda dobrze schowany, ale jednak.
-Luke- powiedziałam cicho- Panel...
Rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie i przyspieszył.
-Nie martw się, pokażę Ci jak go używać.- yyy, wtedy nie wiedziałam o co mu chodzi. Naprawdę!

Tymczasem on grzebał coś przy radiu i nagle powiedział:
-Nathan, tracimy zasięg, będziemy niedostępni przez jakąś chwilę.- powiedział
-Jasne- powiedziało radio głosem Nathana.
PODSŁUCH!
Boże, jaka byłam głupia!
Luke bezceremonialnie wyjął radio i wrzucił je do schowka. Zatrzymał samochód. Byliśmy w lesie.
-Musisz być ostrożniejsza- powiedział powoli.
-Jasne.
-Co z tym panelem?
-Zostawiłam go w pokoju.
-Gdzie?
-W schowku pod nogą łóżka.
-Dobrze. O nim jeszcze nikt nie wie.  Jest tylko w Twojej komorze.
-Dlaczego mi go dałeś?- spytałam. Byłam bardzo ciekawa, a on nie chciał mi odpowiedzieć mówiąc, że to nieodpowiednie miejsce. Właściwie w Agencji gadaliśmy prawie na migi albo właśnie przez ten panel.
-Kiedyś się dowiesz. A teraz daj mi słowo honoru, że będziesz ostrożna i zachowasz zimną krew, mimo wszystko, dobra? Ta misja jest naprawdę ważna. Dla obu naszych karier.- mówił beznamiętnie, ale naprawdę mu na tym zależało. Wiedziałam to.
-Słowo- powiedziałam.

Tutaj znowu należy wspomnieć o mojej bezmyślności.  Nawet się nie zastanowiłam do czego ma się odnosić ta zimna krew. Nic nie wzbudziło moich podejrzeń! A szkoda. To co tam zobaczyłam prawie zwaliło mnie z nóg.

Przyjęcie we włoskiej ambasadzie było bardzo eleganckie. Wszyscy się do siebie uśmiechali, pili dobrego szampana i rozmawiali głównie o interesach, rodzinie lub sztuce. Alessandra była przedstawiana gościom przez swojego małżonka, wszyscy ją wychwalali... Przyjaźni ludzie. Ale my oboje i tak cały czas dyskretnie wypatrywaliśmy Jose. Widziałam  jego zdjęcie. W końcu go zauważyłam. Stał z jakąś brązowowłosą dziewczyną. Wskazałam ich Luke' owi.
-Kto to? -spytałam cicho
-Jego kochanka.- odpowiedział.

Chciałam spytać, dlaczego nic o tym nie wiedziałam, ale już zaczęliśmy iść w ich kierunku. Z każdym krokiem mój "mąż" przyciskał mnie mocniej do swojego boku. Nie było to na tyle mocne, żeby bolało, ale było nieprzyjemne.
-Witaj Jose- przywitał się Luke- Miło Cię znowu widzieć. Poznaj moją żoną Alessandrę

Uśmiechałam się do niego promiennie i stwierdziłam, że na zdjęciach wyglądał na przystojniejszego. Mężczyzna koło czterdziestki, opalony brunet i szerokim uśmiechem na twarzy.
Pocałował moją dłoń i wskazał gestem na młodą dziewczynę obok niego.
-Luka, Alessandro, poznajcie moją narzeczoną: Chiarę...
Wtedy zrozumiałam dlaczego Luke trzymał mnie tak mocno. Nie zmieniłam wyrazu twarzy, ale dosłownie kolana się pode mną ugięły.

To była Jazz

Alexsia Crystal

piątek, 15 czerwca 2012

Nathan Marshall- Plan

Rozdział zadedykowany dla mojego Anioła Stróża ;D

Śpiewam z Kosogłosami, dziękuję ; )



Nathan Marshall, 28.12.2011r.

Nie mogę uwierzyć, że to zrobiła. Nie mogę uwierzyć, że to ona kazała zabić Jazz. Sama nam to powiedziała. Bez mrugnięcia okiem stwierdziła, że od razu wiedziała kto powinien zginąć. Znałem ją tyle lat. Nie sądziłem, że to zrobi. Nienawidzę jej.

Niby wiedziałem, że to związek bez przyszłości, że możemy umrzeć, ale cholera jasna, co innego mówić, co innego przeżyć! Czułem się jakby uszło ze mnie życie, a tylko wściekłość utrzymywała mnie pryz życiu. Kochałem ją. Alexsia o tym wiedziała. Skazała ją na śmierć...

Wiem, wiem minęło już trochę czasu. Ale mimo wszystko... Jazz była moją dziewczyną... Nie wiem co o tym myśleć. Zresztą nie mam na to. Mamy tu niezły młyn. Od mojego awansu nie widziałem nigdy wcześniej czegoś takiego.Tak jest już od ponad miesiąca. Bałagan, krzyki, a to nikomu nie pomaga w pracy. Sam nie wiem, jak w tym chaosie udało mi się z Tylerem stworzyć cały plan. Skończyliśmy w zeszłym tygodniu, a wczoraj była ostatnia rozmowa z Bianką o przykrywkach agentów i podobnych rzeczach. Do tej pory nie wiem o niektórych agentach obsadzonych w jakichś rolach. To się przedstawia mniej więcej tak:

Cel nazywa się Jose Martinez. Wbrew pozorom jest Włochem, a nie Hiszpanem. Agent musi zdobyć jego zaufanie i spędzać z nim jak najwięcej czasu. W założeniu ma to się udać do 31 grudnia, bo wtedy Luke (który wcześniej z pomocą Bianki załatwił wszystkie papiery i zawarł z nim bliską znajomość) z osobą towarzyszącą ( tutaj brane są pod uwagę Alexsia, Elza i Martha) pojawi się na na sylwestrowym przyjęciu i się z nim spotka. Zostaną na noc w jego domu i mają zorientować się w jaki sposób jest chroniony. 


Plan może nie wydaje się zbyt skomplikowany, ale załatwienie tego tak, żeby nie zwracało niczyjej uwagi wymagało naprawdę dużo pomysłowości. Druga część planu zostanie dopracowana, gdy dostaniemy informacje od Luke' a.

Czego chcemy od tego człowieka? Informacji oczywiście... Informacja to najcenniejsza broń w tym czasach.          Ma całkiem niezły skład broni w jakimś dobrze ukrytym miejscu i gdzie indziej trochę uranu, który również ma się NAM (dla Szefa) przydać.

Ostatnio przesiadywałem tu całymi dniami i tylko monitorowałem aktywne misje. W większości wymiany towarów, przechwytywanie handlarzy niewolnikami. Tym drugim nie powinniśmy się zajmować, ale biorą dzieciaki ze schronisk, pozorując ich ucieczkę. A to metoda Agencji. Nie zamierzają się nią dzielić, biorąc pod uwagę wysoki odsetek śmiertelności tutaj.

W sumie powinienem czuć dumę. Xavier mnie chwalił. Cytując, stwierdził: ,,Dobrze wywiązujesz się ze służby ojczyźnie" Dobre sobie. Nie buntuję się i robię co mi każą, bo tak mi wygodniej. Wolę żyć niż gnić na cmentarzu. No i kiedy nie ma takiego chaosu wracam do swojego mieszkania.

Tak, dostałem mieszkanie. Inna sprawa, że spałem w sumie może z 10 dni. Później były ważne sprawy. Szkoda. Jest bardzo wygodne. I bardzo puste. Sąsiedzi przezywają mnie "komputerowym maniakiem". Nie mam im tego za złe. Są mili i towarzyscy, ale ja w "wolności" najbardziej doceniłem samotność. W końcu brak ciągłego gadania! Tyler był świetnym szefem i bardzo dowcipnym, ale mieszkanie z nim i słuchanie tego bez przerwy męczyło. Nadal spędzam z nim sporo czasu. Powiedzmy, że na tyle na ile tu można, zaprzyjaźniliśmy się.

Co ciekawe, wczoraj Luke poprosił mnie o przysługę. Wiem, że to on głównie stoi za moim awansem, więc nie odmówiłem. Ale to było naprawdę dziwne. Dał mi, jak my to nazywamy: ,,polowy PDA" i powiedział, żebym go przeprogramował, tak aby mógł nawiązać łączność tylko z konkretnymi dwoma innymi.OK. To nie było zbyt łatwe, ale się udało. Podał mi kody tych dwóch paneli, kazał ustawić na hasło ciąg Fibonacciego do 34, a ja wykonałem robotę. Potem odszedł. Byłem ciekawy, więc sprawdziłem czyje to urządzenia. Pierwszy należał do Luke' a. Dostał go na misję i prawdopodobnie już go zatrzyma. Próbowałem zlokalizować drugi. Nic. Albo nie działał albo ktoś umiał doskonale zagłuszyć sygnał. Stawiałem na to drugie. Nie wnikałem. "polowy PDA" jest bardzo słabym urządzeniem na te czasy, ale ma jedną zaletę. Również bardzo trudno go namierzyć.
Cokolwiek Luke robi, zaczyna świetnie. Szkoda, że niedługo i tak to się wyda.

Nathan Marshall

*Ciąg Fibonacciego- ciąg liczb naturalnym w którym każda kolejna (zaczynając od 0 i 1) jest sumą dwóch poprzednich ( 0,1,1,2,3,5,8,13,21...)